Pokazywanie postów oznaczonych etykietą słodycze. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą słodycze. Pokaż wszystkie posty

9 października 2013

Dobre wieści

Mama powiedziała najpiękniejsze słowo, które tylko anorektyczka może usłyszeć: "Chudniesz...".
Zaczęło się od tego, że stwierdziła, iż bardzo zmalała mi twarz - "Patrząc na to, co było przed wakacjami i w trakcie, teraz buźka strasznie ci zmalała. Chudniesz...".
Kiedy ja skakałam z radości, ona wydawała się być jakaś taka smutna. Dlaczego nie podziela mojego entuzjazmu?
Jem teraz malutko. Praktycznie tyle, ile w pierwszej liceum. Na śniadanie jedno ciasteczko, potem obiad, potem znowu coś słodkiego, ale nie za wiele. Kolacji nie jadam.
Może niedługo znów będę się czołgać do lodówki z braku energii? Nie wiem. Marzenia...
Chciałabym, żeby ludzie myśleli o mnie w kategorii "Kruszynka", żeby przypinali mi etykietkę: "Nie dotykać za mocno, bo połamiesz jej kości".
Jest o tyle dobrze, że stworzyłam pewne pozory. I teraz wszyscy myślą coś, co nie jest prawdą. Ale to dobrze.

8 sierpnia 2013

My body, my history...

Nienawidzę swojego ciała.
Zaczęło się jakoś w podstawówce i o ile kończyło się na niewinnym: "Jestem za gruba", teraz przerodziło się w szczerą niechęć, a właściwie to nienawiść. Za każdym razem, kiedy mijam cokolwiek, co odbija świat, wzdrygam się ze wstrętem, dostrzegając swoje odbicie.
W podstawówce nie brałam się za siebie. Narzekałam, że jestem gruba, ale nie robiłam nic, żeby jakoś to zmienić. Nie wiedziałam jak...
Nie pamiętam, jak to było w gimnazjum, ale jakoś przez nie przebrnęłam. Miałam dużo miłych znajomych i wspaniałą przyjaciółkę, z którą spotykam się do dziś.
W trzeciej klasie zaczęła się stopniowo rozwijać moja depresja, ale jej apogeum to początek liceum. Na początku nie miałam praktycznie nikogo, z kim mogłabym porozmawiać. Wracałam ze szkoły do domu, po to, by odrobić lekcje, zjeść kilka malutkich batoników (to był mój obiad) i resztę czasu spędzić na płakaniu w poduszkę.
Kiedy trafiłam w lutym do szpitala, miałam już dwie życzliwe osoby w liceum i czterdzieści siedem kilogramów wagi. Ale jak wiedzą czytelnicy mojego bloga, nie trafiłam tam z powodu anoreksji. Powtórzę się: miałam zapalenie opon mózgowych i zapalenie mózgu jednocześnie. W szpitalach łącznie spędziłam dwa miesiące. W jednym schudłam do czterdziestu pięciu kilogramów. Kiedy trafiłam do drugiego, po oddziale rozeszło się pytanie: "Na co jest ta nowa?" i odpowiedź: "Na pewno na anoreksję". Mylili się.
Przez to, że nie dostarczałam swojemu organizmowi jedzenia przez aż dwa tygodnie, w drugim szpitalu pochłaniałam wszystko, a nawet zbyt wiele. Wyszłam z czterdziestoma dziewięcioma kilogramami.
Już wtedy wydawałam się sobie okropna.
Zaczęłam szukać porad dla Motylków (dziewczyn z ruchu Pro-Ana), ograniczać jedzenie, liczyć kalorie. Byłam ważona na każdej wizycie u lekarza. Waga spadała. Ale tylko o gramy. Czterdzieści osiem. Postawiłam sobie za cel najpierw czterdzieści pięć, a potem czterdzieści.
Nie udało mi się. Poddałam się. I przytyłam. Ważę powyżej pięćdziesięciu, jak nic. Nie jestem już ważona na wizytach. Najwidoczniej lekarka boi się, że spanikuję.
Ale to nie jest jeszcze koniec, ponieważ teraz moim celem jest trzydzieści osiem kilogramów.
Nie chcę płakać, stojąc przed lustrem. Nie chcę się siebie brzydzić. Chcę siebie kochać. Chcę być swoim przyjacielem.
Kiedy ograniczałam jedzenie, często pojawiały się zawroty głowy, czarne plamki tańczyły przed oczami, zatykały się uszy. Nieprzyjemny stan, ale dawał mi świadomość, że idę w dobrym kierunku.
Teraz nic takiego się nie dzieje.
Dostarczam organizmowi potrzebne produkty, a on chce więcej i więcej. Kiedyś nienawidził jedzenia.
Moje ciało teraz kocha jeść, a ja z tego powodu coraz bardziej je nienawidzę...

6 maja 2013

Ważę chyba 100 kg...

Jest beznadziejnie. Dietę, polegającą na ograniczaniu jedzenia, które miało doprowadzić do głodówek, diabli wzięli. Zjadanie kilku batonów dziennie to u mnie norma. Jeśli doliczymy do tego kalorie z normalnego jedzenia, to nawet nie chcę myśleć, ile pochłaniam.
Wyglądam okropnie. Tak samo się też czuję. 
Myślę, że to wina antydepresantów. Muszę poprosić lekarza, by mi je zmieniła. Wolę już mieć depresję, niż się tak obżerać. Przez to czuję się jeszcze gorzej. I to niby jest dla mojego dobra?

Gdzie te czasy, kiedy jedzenie było przykrym obowiązkiem?

11 stycznia 2013

"To daj tacie"

Zaczęły się ferie. :3
U mnie nic ciekawego się nie dzieje. Strasznie się dziś nudziłam, więc zaczęłam eksperymentować z włosami. Postanowiłam, że sprawdzę jak wyjdzie mi ułożenie fryzury, którą zamierzam mieć na urodzinach Marty.
To są takie dwie podpięte, natapirowane kiteczki. U osoby z dłuższymi włosami wyglądają lepiej, ale że jestem dopiero w fazie zapuszczania, na lepsze efekty będzie trzeba poczekać.



Wczoraj miałam okazję spróbować wyjątkowo niedobrej czekoladki z likierem. Ugryzłam kawałek i od razu powiedziałam: "Niedobre", na to moja mama: "To daj tacie". Współczuję mojemu tacie. Zawsze ma najgorzej, ale znosi to dzielnie. :3
Naprawdę nie mam o czym pisać. Ach, jest jedna rzecz. Być może w poniedziałek kupię drugą lolicią sukienkę i koszulę. Do tego Marta sprzedaje również loli spódnicę. *.*

9 grudnia 2012

Urodziny Kenzo!

Hej, na początku trochę z mojego życia. Zrobiliśmy dziś z rodzicami chruściki. Są pyszne, ale trzeba będzie sprawdzić, ile mają kalorii...

Wyszły dwa talerze. ^ ^
Moja kokarda XXL. Podobną ma Kiyozumi. Kradziej. xP


A teraz najważniejsza część notki. Urodziny mojej pierwszej japońskiej miłości - KENZO!
Ke: Taaak! Wreszcie ja, a nie ten długowłosy baran! <dzikie pląse>
N: o.O
Zatem tak, czego ja Ci mogę życzyć, mój kochany?
Ke: Teraz to kochany, a wcześniej "Shindy, jaki słodki Shindy *.*"...
N: Siedź cicho, bo zaraz nici z życzeń. >.<
Tatsu: Życz mu, żeby wreszcie przestał czytać mangi dla dziewczynek.
Ke: Mangi dla dziewczyn są wspaniałe. Uczą wrażliwości.
Ru: Ej, Kenzo... czytasz yaoi?
H: Fuj, geje!
Tatsu: Skończ! >.<
N: Ej, ja tu miałam składać życzenia, zatem tak:
- żebyś przestał migdalić się z Yumehito, nienawidzę tego gościa i jestem po prostu zazdrosna =.=,
 Ke: Teraz już wiesz, co czuję, gdy muszę słuchać o Shindym.
N: Tak, tylko, że ja muszę znosić Yume od dawna, a Shin pojawił się naszym domu jakiś czas temu.

- żebyś skopał kiedyś Yumehito, należy się palantowi,
- żebyś kiedyś opryskał Yumehito ketchupem
Ka: I dodał trochę majonezu. *.*

- żebyś wyrzucił z Ayabie Yumehito,
- żebyś pomógł mi utuczyć Yumehito (sukinsyn nie ma prawa ważyć tyle co ja), utuczymy go aż pęknie! *.*
Ke: Ekhem... Dlaczego te życzenia dotyczą Yume, a nie mnie?
N: Oj, wybacz. ^ ^"

- żebyś był zdrowy,
- żebyś był szczęśliwy,
- żebyś doskonalił się w tym, co robisz, bo jesteś świetnym perkusistą,
- żebyś nadal udawał tego bad boya, podczas gdy jesteś niewinnym aniołkiem ^.^,
- nigdy nie zapominaj, że to Ty byłeś pierwszy i choć może Ci się wydawać, że teraz najważniejszy jest dla mnie Shindy, zawsze masz w moim serduszku szczególne miejsce.

Kocham Cię, Ken-chan i nie wiem, co by zrobiła, gdyby Ciebie zabrakło.

Jedno z moich ulubionych zdjęć. *.*

ShiNda, pamiętasz? xD
Oczywiście ćmik musi być. Jakżeby inaczej?

To by było wszystko. Bai. : *

16 listopada 2012

Gimnazjalne lata i ogłoszenie Keniosława

Hej! (^.^)V
Byłam dziś z koleżanką odwiedzić gimnazjum. Porozmawiałyśmy z nauczycielami i ogólnie było bardzo sympatycznie. Okazało się, że syn pani dyrektor zachorował na dokładnie to samo, co ja, więc to, że mam takie problemy z koncentracją, to normalne po takiej chorobie. Potem poszłyśmy na ciastko, a później na kebaba. xD Nie zjadłam go całego, więc wyrzuty sumienia nie są aż takie wielkie. Odwiedziłyśmy jeszcze moją babcię. Zosia stwierdziła, że mam kochanych dziadków. :3
Muszę zrobić zdjęcie tych rękawków, które ostatnio kupiłam, ale to następnym razem. ;]

A teraz ogłoszenie Kenzo, bo mi jęczy, że mam to wstawić:


SPRZEDAM DŁUGOWŁOSEGO SSAKA. 170 CM WZROSTU. NIEZBYT ROZGARNIĘTY. REAGUJE NA WOŁANIE „SHINDY”. CENA DO UZGODNIENIA. JESTEM ZDESPEROWANY! ODDAM ZA DARMO!

30 października 2012

Dupnie...

Nareszcie ogarnęłam blogspota. A dokładnie to, jak ustawiać na nim szablony. Dzięki temu nasz blog yaoi ma nowe ubranko.
Poza tym jest do dupy. Tak, znowu jest do dupy. Powrócił rytuał szlochania w poduszkę. Wczoraj w nocy, kiedy płakałam, miałam taką ogromną ochotę nie żyć. Ktoś przyglądający się temu z boku może powiedzieć, że wyolbrzymiam pewne problemy. Ale ta osoba nie wie, co ja czuję. Nie wie, jak to jest czuć do siebie obrzydzenie i żyć w poczuciu, że jest się beznadziejnym.
Wczoraj znów zastanawiałam się nad tym, dlaczego mnie ta choroba nie zabrała. Skoro już dopadło mnie coś śmiertelnego, dlaczego nie spełniło swojej roli? Nawet bym nie zauważyła, kiedy zniknęłam...
Ale jest jedna rzecz, z której jestem dumna - wczoraj po kolacji nic już nie podjadałam. Żadnych batonów ani chrupek.
Chciałam dzisiaj zjeść najmniej, ile tylko się da, ale nie wytrzymałam i zjadłam batona. Ale to może dlatego, że śniadanie było małe. Kiedy go jadłam, przez myśl przeszło mi: "Co ja robię?!", ale nie potrafiłam się powstrzymać. Chcę wrócić do czasów, w których jedzenie było dla mnie przykrym obowiązkiem. A teraz rodzicie gotują mi to, na co mam ochotę. Pewnie po to, żebym jadła.
Sara powiedziała kiedyś: "Stawaj codziennie przed lustrem i powtarzaj sobie: >>Jestem piękna<<", ale ja nie umiem kłamać... Zamiast tego powtarzam: "Dasz radę, Nika, wytrzymasz do obiadu. Przecież ciało nie będzie tobą rządzić".
Wszyscy zabraniają mi się odchudzać - rodzina, przyjaciele, lekarze. Ale jeszcze zobaczą, że schudnę.
Lolita by me :3


25 października 2012

Trochę wszystkiego :3

Ponieważ Onet mnie wystarczająco wkurzył, postanowiłam przenieść swoje opowiadanie Blackened Soul tutaj. To, co on zrobił z moim szablonem, to jakaś katastrofa. >.<
A jeśli o szablon chodzi, trochę się tu zmieniło. :3 Mam nadzieję, że się Wam podoba. ;]
Aktualnie... obżeram się czekoladą. Tak, "anorektyczka" siedzi przed laptopem i wpieprza kalorie. =.=
Dobra, ja się już zamykam, bo zaraz dostanę opieprz od ShiNdy.
Może trochę zdjęć Anli, co? Pewnie ich nie chcecie, ale i tak je wstawię. xD

Macie Shindy'ego

Shindy w czarnych włoskach. 
Dobra, dla odmiany Yoichi. ;D
A to dzisiaj narysowałam. ^ ^
ShiNda, popatrz jaki słodki Masatoshi. ^.^

Szopa Kiyo :3

Miałam dziś wenę na rysowanie, więc stworzyłam dwa portrety Shina. Ku uciesze Kenzo. xD
Ke: Niech to babsko się stąd wynosi!
N: Cicho, Kenzo. >.<

Wczoraj napisałam kolejnego one-shota. Kiyozumi x Takuma.Nawet mi się podoba. Zwłaszcza seks, jakoś taki długi mi wyszedł. xD
Chciałam jeszcze coś napisać, ale nie pamiętam, co. ;/

13 września 2012

Wielkie halo, bo Nika schudła pół kilograma

Byłam u lekarza. Powiedziałam jej o moich problemach z jedzeniem, na co ona od razu mnie zważyła. Okazało się, że schudłam pół kilograma. Chociaż to niewiele, to stojąc na tej wadze uśmiechnęłam się. Lepiej w dół, niż w górę. Lekarka powiedziała, żebym już więcej nie chudła, a nad moją niską samooceną popracuje psycholog. A co jak schudnę? Znowu mnie wyśle do szpitala? Chciałabym schudnąć chociaż do tych czterdziestu pięciu kilogramów. To tylko dwa kilogramy, to nie tak dużo. Wtedy czułabym się lepiej.
Dziś byłam w McDonald's. Zamiast tradycyjnie McNuggets'ów wzięłam BigMac'a. Szok. Pierwszy raz od dawna czerpałam przyjemność z jedzenia. Teraz mam wyrzuty sumienia.
A teraz siedzę przed laptopem i objadam się ciastkami. Mam napad głodu i... nienawidzę siebie za to. Za to, że patrzę na te ciastka i nie potrafię się powstrzymać. Chociaż bywają dni, kiedy spoglądam na słodycze i pytam samą siebie, czy naprawdę tego potrzebuję. Od teraz trzeba się za siebie wziąć. Waga sama z siebie mi nie zmaleje.
Rodzice najwyraźniej mają jakąś misję utuczenia mnie, bo mama non stop kupuje mi słodycze, a tata dziś zabrał mnie do wspomnianego wcześniej McDonalda. Ech...
Jutro czeka mnie pobranie krwi - rodzice chcą sprawdzić czy nie mam przypadkiem anemii. =.= 
Anli w fartuchach. Czy Masatoshi ma na sobie reklamówkę? xD
A Shindy najwyraźniej się modli.